Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eve. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

Od Eve

Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. On mnie zaszantażował. Nigdy nie posunął się do czegoś takiego i na pewno nie zamierzałam pozwolić, aby mu to uszło na sucho.
Przypomniał mi się widok jego dostępu do dziennika elektronicznego.
Drań. Najzwyczajniejszy w świecie drań. Nawet nie chcę widzieć, jak to zdobył...
Wymamrotałam pod nosem długą wiązkę przekleństw pod adresem Szurniętego Aktora i Padalca.
Vincent ledwo zauważalnie uniósł brwi na ten widok, a jego mina nie była już taka wesoła.
Na mojej twarzy zatańczył cień uśmiechu. Coś mi się wydaje, że komuś niedługo ktoś włamie się na konto i je zablokuje.
Przy okazji może jeszcze od razu zawirusuje mi cały sprzęt elektroniczny. Taaaak. To by było piękne.
- Tylko nie przesadź - usłyszałam niezwykle irytujący głos. - Wiesz, że jakby nie patrzeć to jest przestępstwo.
Zignorowałam to, że nie miał żadnych złych intencji i wbiłam w niego pełne nienawiści spojrzenie.
- Nie musisz mi tego mówić - syknęłam.
Nie byłam ignorantką. Doskonale wiedziałam, jakie są skutki złamania prawa i tego co robiłam. Jednocześnie miałam pewność, że nie mnie nie złapią, więc to mnie nie powstrzymywało.
Westchnął:
- Jesteś czasami taka dziecinna - skomentował.
- Myślę, że powinieneś zająć się sobą niedorozwoju - odparłam z czarującym uśmiechem.
- Whatever you say, Eve - parsknął śmiechem. - Whatever you say.
Odwróciłam się na pięcie i zgarnęłam za sobą Auroś tak szybko, że ledwie była w stanie złapać równowagę:
- Idziemy Auroś, nie mamy powodu zostawać tutaj, ani sekundy dłużej - bezceremonialnie ciągnęłam ją za sobą i zignorowałam wszystkie spojrzenia, które zaciekawione się nam przyglądały.
Auroś zaczęła protestować, ale nawet to nie powstrzymało przed wyciągnięciem jej z pokoju.
Zerknęłam jeszcze kątem oka, gdzie Ptasi Móżdżek zaczął gadać z jakimiś trzema dziewczynami. Oczywiście cała grupka zerkała rozbawiona w naszym kierunku.
- Auurooś słonko - uśmiechnęłam się do niej z szerokim uśmiechem.
Spojrzała na mnie z ukosa, jakby była lekko obrażona za to co się stało przed chwilą.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - wręczyłam jej skrypt z niewinną minką. - Zagrasz Julię~!
- Chyba sobie żartujesz, nie odmówię sobie przyjemności patrzenia na ciebie w roli Julii.
Skrzywiłam się.Spodziewałam się nieco tej reakcji.
- Doprawdy - otworzyłam skrypt i zaczęłam go wertować. Nie minęło pięć sekund nim znalazłam stronę, którą niemalże włożyłam w twarz Aurory. - Nie zrobię t-e-g-o - oświadczyłam.
Auroś zdjęła sobie z twarzy scenariusz i zaczęła go czytać. Przyglądałam się jej oczekując na jakąś reakcję.
- Nie zamierzam tego odstawić przed wszystkimi -  zaczęłam zgrzytać zębami. - Przecież to jest mój kuzyn na litość Boską - jęknęłam. - Poza tym to jest obrzydliwe. Szybciej bym pocałowała menela, który nie widział prysznica na oczy od dwóch tygodni - zaczęłam dramatyzować. - Nie żebym to zrobiła - skrzywiłam się.
- Nic z tym nie zrobisz - nagle Auroś wydała mi się taka bez serca. - Więc tak nie dramatyzuj. Możesz iść do dyrektora, jeśli coś ci z tym nie pasuje, to jest jeśli wierzysz, że to coś ci da.
- I ty Brutusie przeciwko mnie - ofuknęłam ją. - W każdym razie ja od dzisiaj nie chodzę do szkoły. Jestem chora na jakąś zaraźliwą paskudną chorobę, także to na ciebie spada obowiązek tej gry - zręcznym ruchem umieściłam scenariusz w jej plecaku, zanim zdążyła zaprotestować.
- Sevastianowi to się raczej nie spodoba - zauważyła, a ja jej posłałam mordercze spojrzenie. - Tak, czy siak coś wykombinuję, żebyś to była ty,
Rzuciłam jej mordercze spojrzenie.
- Chcesz wojny? - Zapytałam się.
A może gdyby tak...
- Z drugiej strony. Pomyśl o tym tak. Będziesz miała okazję zbliżyć się do Vincenta - spojrzałam na nią wymownie. - Misja. A ja spróbuję coś wydobyć przez ten czas na temat Niego, co myślisz? Zrobiłabym to teraz.
W momencie, kiedy to powiedziałam wiedziałam, że brnę w bagno i to o wiele gorsze, niż gdybym po prostu najzwyczajniej w świecie zagrała w tym przedstawieniu, ale teraz kiedy to powiedziałam było już za późno na to, aby się wycofać.
Nie, kiedy Auroś oczy zapaliły się niemalże jak dwie lampki. Poza tym i tak obiecałam jej to zrobić, co za różnica czy teraz czy później, prawda?
- To do zobaczenia - odwróciłam się zanim cokolwiek odpowiedziała.
Szybko wróciłam do domu, w którym akurat nikogo nie było. Wydawał mi się teraz taki pusty i nieprzyjazny.
Jakie to dziecinne z mojej strony - zdałam sobie sprawę. - Czyżbym zaczęła panikować w takim wieku?
Weszłam do mojego pokoju i usiadłam przed komputerem.
Teraz należałoby tylko napisać mało podejrzaną i dosyć przekonywującą wiadomość do mojego Łącznika, dzięki której mogłabym się dostać do najbliższej placówki Orderu.
- Będę jeszcze tego żałować - wymamrotałam pod nosem uruchamiając komunikator Odrderu.
Zaczęłam zamyślona klepać klawisze, dopóki nie wyszła mi krótka wiadomość do mojego Łącznika.

wtorek, 23 lutego 2016

Od Eve

Nauczycielka. Wciąż nie mogłam w to uwierzyć, że pozwoliłam, aby któraś mnie zobaczyła nie tylko zrywającą się z klasy, ale też kłócącą się tak, że wszyscy mnie słyszeli. Moja idealna opinia... Legła dzisiaj w gruzach.
Czemu... Czemu... Czemu? - Zawodziłam przez chwilę w myślach. - No dobra Eve, ogarnij się z łaski swojej i zbliż Auroś i Padalca ze sobą. Trzeba najpierw zrealizować plan, a dopiero potem rozpaczać.
 - No dobrze, Auroś - pokazałam jej nieco wymuszony uśmiech, który mógł przywodzić na myśl szaleńca, który za chwilę chciał zrobić coś niebezpiecznego i o tym wiedział. - Teraz zrobisz niezwykle ważną rzecz dla naszej misji i normalnie z nim pogadasz - spojrzałam na nią wyczekująco.
W rzeczywistości wiedziałam, że Aurora nie podejdzie do niego z własnej woli, więc planowałam wypchnąć ją na dach i zatrzasnąć drzwi.
Ale o tym nie zamierzałam jej mówić. Hehheheeehhee. Nie będzie miała innego wyboru niż z nim pogadać.
- Więc - wskazałam teatralnym gestem drzwi. - Za tymi oto drzwiami jest nasz cel. Na początek wystarczy, że normalnie do niego podejdziesz i zagadasz. Następnie... Hmmm.... - Zamyśliłam się. - Może, gdyby tak zdobyć narzędzie namierzające i mu je podrzucić... Albo, gdybyś tak spróbowała zdobyć jakiś materiał do szantażowania - byłam zachwycona tą perspektywą. - Albo gdyby tak...
- Ale jak to zagadać, o czym ja niby mam z nim gadać?! O czym się gada z chłopakiem... Eve, może ty mi powiesz, hmm? - Spojrzała na mnie, jakbym pominęła bardzo istotną część.
- Normalnie? - Uniosłam brwi. - Wiesz, użyć języka, przywitać się - zaczęłam tłumaczyć wolno, jakbym miała do czynienia z ciężkim przypadkiem specjalnej troski. - Następnie no nie wiem... Tematów jest dużo. Chłopak to też człowiek, nie gryzie - próbowałam jej przemówić do rozsądku. Jego zainteresowania... Muzyka - westchnęłam patrząc się na nią. - Wątpię, abyś cokolwiek wiedziała w tym zakresie - westchnęłam. - A może by tak... - Przyjrzałam się jej.
Teraz było pytanie... Gdybym tak powiedziała jej mój pomysł to by uciekła na miejscu czy też nie?
- Czyli co, mam podejść do chłopaka, którego zbeształam i powiedzieć: ej, wiesz, zapomnij o tamtym, teraz chcę pogadać z tobą o naleśnikach?
Faaakt. Nie brzmiało to najlepiej, ale aktualnie nie było lepszej opcji, pomijając plan Z na który mogłam się założyć, że Aurora nie zgodzi się za żadne skarby.
Rzuciłam jej długie, badawcze spojrzenie rozważając za i przeciw, potem chwyciłam jej rękę i przyciągnęłam ją bliżej siebie otrzymując w zamian spanikowane spojrzenie.
- Zawsze możesz powiedzieć, że ci się podoba - czekałam na jej reakcję.
Minęło kilka sekund i nie było żadnej. Pomachałam jej przed oczami.
- Auroś? - Zapytałam się niepewnie. - Jesteś tam jeszcze? Ziemia do Auroś.
I wtedy wybuchła śmiechem, a ja jej posłałam spojrzenie "ja naprawdę nie żartuję".
Spoważniała, a wcześniejszy śmiech zaczynał się zamieniać w nerwowy chichot.
- Ty chyba żartujesz, co nie Eve? Prze... Przecież t-to niemo-możli-we - zaczęła się jąkać.
- Będziesz dzielna Auroś, wierzę w ciebie, na pewno sobie poradzisz. - Poza tym... - Uśmiechnęłam się z okrutną satysfakcją. - On jest gorszym przypadkiem od ciebie.
Rzuciła mi spojrzenie, jakbym uderzyła się w głowę. I to mocno.
- Ten Zacofany Plankton nigdy, ale to nigdy się z nikim nie umawiał - zauważyłam. - Musi istnieć ku temu powód... I ty moja droga Auroś, ty a nie nikt inny odkryjesz ten powód - pokiwałam głową.
- Ja też się nigdy nie umawiałam! Nawet się z nikim za rękę nie trzymałam! - Zaprotestowała. - Poza tym... Co jeśli... Na przykład ktoś się o tym dowie.. I inni - widząc to przerażenie w oczach nawet zrobiło mi się jej odrobinę szkoda.
- Nie martw się Auroś. Pomogę ci. Upewnię się, że Parszywa Glizda nie puści pary z gęby. Poza tym co, jak co... Ale wątpię, żeby to zrobił - posłałam jej błagające spojrzenie. - To co? Auuurośś? Proooszęę...
Zdałam sobie sprawę, że to nie zadziała, więc postanowiłam zmienić taktykę.
- Zrobię wszystko - oświadczyłam. - Z pewnością jest coś co byś chciała uzyskać, albo  się dowiedzieć - zauważyłam.
- Mówiłam ci o Nim - nagle ton głosu Aurory stał się poważniejszy. - Mogłabyś się Nim czegoś dowiedzieć?
Zmarszczyłam brwi. To o co prosiła nie było łatwe, a z pewnością było bardzo, ale to bardzo niebezpieczne.
Nieautoryzowany dostęp do danych Organizacji. W dodatku Łączników. Jak duże może być ryzyko? Co zrobiliby ze mną, gdyby to odkryli? Nie sądzę, aby moja moc była jakaś specjalna... Z drugiej strony pomagałam też przy laboratoriach i zabezpieczeniach. Chyba byłam użyteczna dla nich, chociaż... 
Zagryzłam wargę.
- Umowa stoi - powiedziałam. - Ale mam kilka warunków. Po pierwsze z tego co wiem serwer z informacją, jaką chcesz jest połączony do innej sieci, więc będziemy musiały poczekać do najbliższej okazji, czyli kontroli użytkowników mocy. Po drugie, będę potrzebować twojej pomocy, żeby unieruchomić systemy bezpieczeństwa. To nie będzie spacerek do lasu w tą i z powrotem. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.
Kiwnęła głową.
- Mój trzeci warunek jest taki, że najpierw skończymy tą misję, a przynajmniej będziesz w stanie normalnie na co dzień pogadać z Gnidą bez większych trudności. To umowa stoi?
Kiwnęła głową. Sekundę później usłyszałyśmy dźwięk otwieranych drzwi, a moją twarz rozjaśnił uśmiech,
- Powodzenia - puściłam jej oczko.
I wtedy stało się coś czego się nie spodziewałam.
Auroś rzuciła się w stronę drzwi. Wyciągnęłam rękę, aby ją złapać, ale natrafiła tylko na pustkę.
Zaklęłam i jak najciszej pobiegłem za nią.
Kiedy byłam na trzecim piętrze po dziewczynie nie było nawet śladu...
Czyli pora wymyślać plan B...
**
Trzy lekcje później w moich rękach znajdował się plecak Vincenta. Nie byłam zadowolona, że musiałam to trzymać, ale przynajmniej miałam plan B. I niestety ten oto plan uwzględniał ten przedmiot.
Był on niezwykle prosty. Chciałam, aby Aurora zwróciła plecak Niedorozwojowi i w ten oto sposób znalazła powód, aby z nim pogadać. Potem, nawet jeśli się zatnie to Niedorozwój poprowadzi rozmowę. Czy chcę czy nie to, że potrafi pogadać z każdym muszę mu przyznać.
Z triumfalnym uśmiechem stanęłam pod klasą z której miała wychodzić Aurora. Na mój widok rzuciła mi spanikowane spojrzenie, a ja obdarzyłam ją szczerym, szerokim, słowiańskim uśmiechem.
 - Aaauuroooś~! - Jak tylko wyszła chwyciłam ją za kołnierz i zaprezentowałam jej zdobycz. - Zobacz co to jest?
- Plecak - odparła.
- Ale kogo? Padalca oczywiście! Także masz tutaj oto swój powód, żeby do niego podejść i zagadać - wcisnęłam jej go w ręce zanim zdążyła zaprotestować i wyparowałam jej sprzed oczu, zanim zdążyła zaprotestować.
Teraz nie miała wyboru. Musiała to zrobić.

sobota, 16 stycznia 2016

Od Eve

Kiedy w gabinecie zostałam tylko ja, Avrora i pielęgniarka nareszcie mogłam odetchnąć z ulgą. Nareszcie jeden problem z głowy. Teraz pozostawał drugi, choć już nie tak drażliwej natury...
Mój wzrok przeniósł się na Avrorę i pielęgniarkę.
- Mam pytanie - zwróciłam się do kobiety w białym stroju. - Czy jest coś w czym mogłabym pomóc?
Jednak kobieta tylko uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Nie, ale słyszałam, że masz się zająć nową uczennicą - zauważyła, a ja kiwnęłam głową potwierdzając jej wiadomość. - Mogłabyś poprosić ją o przyniesienie jej karty zdrowia w jak najszybszym czasie?
- Oczywiście, nie ma problemu - odparłam. - To do widzenia. - Mój wzrok przeniósł się na Avrorę. - Pa - dodałam.
I wyszłam z sali zamykając drzwi bez najmniejszego odgłosu. Na zewnątrz odetchnęłam z ulgą. To nie tak, że coś miałam do pielęgniarek, ale ilekroć byłam w białym pomieszczeniu budziło we mnie ono bliżej nieokreślony niepokój.
Sięgnęłam wreszcie do teczki, żeby wyjąć informacje przekazane mi przez przewodniczącą dotyczącą nowej uczennicy. Wewnątrz było jedynie zdjęcie, parę informacji typowych dla metryczek oraz kilka zdań opisu, w który zbytnio się nie zagłębiałam.
Jak się okazało, nową uczennicą była Clara Lee. Z papierów wynikało, że nie pochodziła z tego miasta, jednak jako, że tymczasowo nie mogłam położyć moich rączek na jej aktach nie wiedziałam do końca skąd ona pochodzi. Było to poniekąd rozczarowujące, ale prawdopodobnie z czasem uda mi się coś więcej dowiedzieć na jej temat.
Lee miała raczej dobre oceny, posiadała nawet na swoim koncie świadectwo co świadczyło o niej dobrze. Przenosi się do klasy... IIf. Uch, nie jest to przypadkiem ta klasa do której chodzi ten padalec?
Według informacji miała się pojawić na następnej godzinie lekcyjnej, kiedy to jej oddział będzie miał lekcję z wychowawcą.
Spojrzałam na zegarek. Hmmm... To może zaczekam na nią przy bramie? - Zaczęłam się zastanawiać.
Zawsze może pojawić się wcześniej w szkole, to od razu bym ją oprowadziła i pomogła załatwić administracyjne sprawy, jak to sobie życzyła przewodnicząca.
Zeszłam na dół i odnalazłam moją szafkę, a następnie zarzuciłam na siebie cienką kurtkę i owinęłam się szalikiem, wtedy uznałam, że mogę się przejść na zewnątrz i poczekać przy bramie, aby upewnić się, iż nowa osoba nie będzie miała problemów z odnalezieniem odpowiedniego budynku z racji, że nasz ośrodek był dosyć duży.
Widać miałam dosyć duże szczęście, ponieważ nie musiałam długo czekać, zanim pojawiła się dziewczyna pasująca do zdjęcia.
- Witaj, to ty jesteś Clara Lee? - Upewniłam się.
Ona się przywitała i kiwnęła głową. Może to było jakieś dziwne odczucie, ale miałam wrażenie, że nowa dziewczyna była nieco zmęczona chociaż nie dawała po sobie tego poznać tak, więc postawiłam przemilczeć tą kwestię.
- Jestem Eve - przedstawiłam się. - Eve Blackmir, jeśli mam być dokładna. Miło mi ciebie powitać w naszej szkole - uśmiechnęłam się. - Gdybyś miała jakiekolwiek pytania zawsze możesz się do mnie z nimi zwrócić - dodałam. - Niedługo twoja klasa powinna mieć godzinę wychowawczą, jednak myślę, że do tego czasu zdążę ciebie mniej więcej oprowadzić po części szkoły, w której będziesz się uczyć. Poza tym... - Chwilę grzebałam w mojej torbie, żeby wydobyć białą teczkę.
Z niej wyjęłam plan lekcji przeznaczony dla niej oraz dwie mapki. Jedna pokazywała cały ośrodek i wszystkie budynki będące na jego terenie. Druga była dokładniejsza. Przedstawiała część należącą do drugich klas, gdzie miała się uczyć.
- Pozwoliłam sobie na niej oznaczyć sale w których będziesz się uczyć, więc nie powinnaś mieć problemu z ich odnalezieniem - wręczyłam jej papiery.

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Eve

Ten dzień był... Szczerze mówiąc niezwykle przeciętny. Obudziły mnie złośliwe promienie słońca, które zaczęły wpadać do mojego okna około siódmej nad ranem tylko po to, żebym stwierdziła, że dzisiaj zaczynam szkołę o 9tej. Mogłam jeszcze przynajmniej pół godziny, góra 45 minut sobie pobłądzić w mojej krainie snów, a teraz nawet, jak próbowałam zamknąć oczy na mojej przyjemnej poduszce to z żalem musiałam stwierdzić, że niezależnie od moich wysiłków nie uda mi się już spokojnie powrócić do krainy rządzonej przez moją wyobraźnię.
Po kilku minutach dałam sobie spokój i wyczołgałam się z łóżka tylko po to by wylądować na podłodze. Dzięki Bogu była na niej rzucona moja bluza z wczoraj, której jakoś nie wyniosłam i dzięki temu lądowanie nie było takie twarde, jak się go spodziewałam w momencie, kiedy straciłam grunt, a raczej pierzynę pod sobą.
Niedbale zasłoniłam moją lewą ręką ziewnięcie i z miną męczennika powlokłam się, aby usiąść na moim czarnym, skórzanym, ukochanym, niebiańsko wygodnym fotelu obrotowym. Dopiero wtedy włączyłam komputer i poczekałam spokojnie aż się uruchomi, aby koniec końców sprawdzić moje konto w Organizacji.
Oby znowu czegoś nie chcieli... Nie miałam zbytnio czasu siedzieć nad tym ich oprogramowaniem komunikacyjnym. Z pewnością zostało w nim jeszcze wiele do dopracowania, ale no bez przesady. Nie zamierzałam siedzieć nad tym przez cały następny tydzień nie ruszając się z jednego miejsca. O nie, na pewno nie będę sobie psuła tak kolejnych popołudni.
Życie się do mnie uśmiechnęło, ponieważ miałam tylko dwie wiadomości w czym jedna dotyczyła tygodniowego raportu z pracy nad postępami w dziedzinach, w których im okazjonalnie pomagam poza szkoła, a druga dotyczyła aktywności Ghuli.
Otworzyłam pierwszą z nich i ze średnim zainteresowaniem pobieżnie ogarnęłam linijki tekstu dopóki nie doszłam do wynagrodzenia. Wtedy na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Nareszcie ktoś porządnie docenił moje starania. Dopiero wtedy przeszłam do drugiej. Na samym początku było kilka nowych informacji zebranych z ostatnich walk, niżej były mapy z największą aktywnością tych potworów.
Pojawiła się również kolejna informacja o poziomie drugim. W sumie pojawiał się on po raz pierwszy cztery lata temu i powoli ich liczba rośnie co pewnie jest dla nich nieco martwiące. Chociaż... Kto wie o co chodzi do końca z tą organizacją.
I już przesunęłam myszkę w stronę ikonki zamknij, kiedy pojawiła się nowa wiadomość. Jej tytuł nie pozostawiał najmniejszych możliwości. Misja.
Cicho zaklęłam pod nosem. I tak oto prawdopodobnie straciłam mój wolny czas.
Dobrze, że zapisałam się do kółka aktorskiego, bo inaczej pewnie miałabym więcej popołudniowych misji, a tak prawdopodobnie wybierali kogoś innego niż mnie kto się nadawał.
Niestety, nie mogłam tego po prostu zamknąć i zignorować. No w sumie to mogłam, ale zaraz miałabym na karku Łączników, którzy by już zadbali o to, aby nie pojawiła się z mojej strony żadna niesubordynacja i z pewnością nie wahali się oni użyć mniej przyjemnych środków.
Czasami, jak o tym myślałam to czułam się jak niewolnik muszący robić cokolwiek zechcą ci z góry Organizacji. Teraz... Już trochę się do tego przyzwyczaiłam, pomimo kontroli mojego życia były też znaczne plusy wynikające z przynależności takie, jak gwarancja utrzymania, pieniądze ze zleceń, stypendia, wymarzona szkoła, a potem dobra praca. Tak długo, jak robiłam to czego chcieli miałam idealnie ułożone beztroskie życie w którym nie musiałam się martwić co będzie jutro albo za dziesięć lat tak długo, jak wykonałam wszystkie zlecenia i wróciłam z nich cała. Proste i z pewnością wygodne.
A sama ta organizacja... Cóż, miałam do niej dosyć dobre porównanie. Moim zdaniem była, jak bagno w które raz się wchodzi, ale już się nie wychodzi, a im głębiej, im więcej wiesz to tym bardziej cię kontrolują.
I dziwnym trafem znalazłam się wśród tych, którzy wiedzą więcej. Nie dużo, ale jednak więcej niż przeciętna osoba, a przynajmniej przeciętny użytkownik mocy, któremu to takiemu przeciętnemu zostaje jedynie wysyłane zlecenie, badania, a w placówkach i to niektórych pojawiają się bardzo okazjonalnie.
Ja z racji tego, że posiadam już jakieś wykształcenie, które jest dosyć ponadprzeciętne oraz zdolności informatyczne mam nieco większy dostęp do informacji, a przynajmniej bywam regularnie co jakiś czas w placówkach, gdzie mogę co nieco się dowiedzieć od innych paru ciekawych rzeczy.
Niestety każda taka wizyta odbywa się z Łącznikiem. Cóż, zdążyłam się do tego przyzwyczaić, ale to sprawia, że zawsze muszę ostrożnie dobierać słowa i uważać na to co mówię, gdy jestem blisko nich. W dodatku, jako że Łącznicy również posiadają moce i są w dodatku doskonale wyszkoleni to nie zdziwiłoby mnie, gdyby wśród nich znalazł się ktoś kto umie czytać w myślach przez co ja również muszę starać się trzymać moje myśli na wodzy tak długo, jak jest jakiś w pobliżu, a przynajmniej nie rozmyślać na drażliwe tematy i mieć nadzieję, że jednak się mylę.
A niestety z natury jestem osobą, która drąży wszelkie drażliwe dla innych tematy i nie potrafi robić przykładowego zlecenia, jednocześnie nie zastanawiając się, jaki ono ma cel także nie jest dziwne, że zaczęłam zastanawiać się dokładniej nad strukturą organizacji, a także jej celami i środkami jakie je osiąga. Było jednak parę utrudnień, które w znacznej mierze ograniczyły moją wiedzę.
Po pierwsze Organizacja dosyć starannie utrzymuje izolację wśród większości użytkowników mocy, a że dar posiadać może każdy niezależnie od kategorii wieku, krwi, wykształcenia, pochodzenia czy statusu społecznego. Dosłownie może być to ktokolwiek. Od biedaka (chociaż to jest moim zdaniem dosyć możliwe, bo w końcu Organizacja raczej zapewnia utrzymanie na odpowiednim poziomie), małego dziecka czy kogokolwiek innego po doświadczonego biznesmena i staruszka na wózku inwalidzkim. Każdy kto mnie mija na ulicy, a jednocześnie nikt.
Jednak nawet idąc tym tropem dochodziłam do kolejnego faktu. Order, czyli organizacja do której przynależę miała powód starając trzymać się nad oddzielnie pod kontrolą w dobrych warunkach i względnej niewiedzy. Prawdopodobnie obawiali się buntu, sama słyszałam o kilku buntownikach.
Pokręciłam głową.
Nie. Z pewnością w tym było coś więcej niż tylko to. Po pierwsze, jakoś nigdy nikt nie raczył zdefiniować dokładnej struktury Organizacji ani kto nią rządzi. Ba. Oni nawet nie mówili nam w jakim celu każą nam coś wykonać co samo w sobie było moim zdaniem podejrzane.
Jeśli nie chcieliby żadnych nieporozumień i byli w stu procentach uczciwi to niczego by nie ukrywali wśród swoich członków tymczasem wszystko związane z wewnętrzną pracą Organizacji jest otulone grubym woalem tajemnicy, którą prawdopodobnie mało kto poznał. Po prostu mechanizm działania Organizacji i to, jak mało o niej wiedzieli członkowie od razu dla mnie wskazywało, że coś musi być z nią nie tak.
Poza tym wątpię, aby ktoś mając taką potęgę, bo bez wątpienia była ona potężna i to na skalę międzynarodową nie wykorzystałby tego do własnych, niekoniecznie dobrych dla całej społeczności celów. Mało kto zdołałby się oprzeć takiej pokusie.
A nawet, gdyby ktoś czysto teoretycznie poznał tajemnice Orderu... Co by zrobili z tą osobą?
To pytanie sprawiło, że zatrzymałam się na chwilę w moich rozmyślaniach, by potem stanowczo stwierdzić, że ja nie chcę się tego dowiedzieć.
Jednocześnie brnęłam coraz głębiej w to "bagno" i tak to potwierdzała się po raz kolejny moja teoria, że ludzie którzy myślą mają gorzej. Mają o wiele bardziej skomplikowane życie od tych co robią to co się od nich chce bez zbędnych pytań po wysłuchaniu jedynie zdawkowego tłumaczenia, albo nawet i bez niego.
Jak do tej pory udało mi się odnaleźć tylko jedną inną osobę z Organizacji będącą użytkowniczką daru, którą znałam i chodziła nawet do mojej szkoły.
Avrora Hōkai, jak później sprawdziłam jej papiery w szkole dzięki moim wpływom wynikającym z bycia wiceprzewodniczącą samorządu uczniowskiego oraz jednocześnie przedstawicielką klas drugich co sprawiło, że pracowałam już z wieloma nauczycielami i uczniami.
Początkowo, kiedy kandydowałam w wyborach w drugim roku miałam pełną świadomość, że ten cały ośrodek szkół jest finansowany przez Order i miałam nadzieję, że będą mogła dzięki temu zapoznać się bliżej z pracownikami i odgadnąć kto wśród nich może być posiadaczem daru bądź pracować w Organizacji. Niestety, moje plany się nie powiodły co sprawiło, że jedynie skończyłam z dodatkową robotą. Cóż, życie. Przynajmniej uzyskałam dobrą opinię wśród nauczycieli i to mi nieraz daje plusy, jednocześnie raz jeszcze zdając sobie sprawę, jak doskonale dopracowane jest wszystko w mechanizmie działania.
I jeszcze Avrora będąca przymusowym (podobnie, jak każdy inny użytkownik mocy) członkiem Orderu. W sumie, jak o tym teraz pomyślę to nigdy nie powiedziałam jej wprost o tym co odkryłam na temat Organizacji. Ciekawe czy by chciała ze mną współpracować.
Powiedzenie komukolwiek, że chcę grzebać w czymś czym nie powinnam mogłoby się dla mnie bardzo źle skończyć, dlatego na razie powstrzymałam się, aby wybadać jej nastawienie do Orderu, a także to co wie co zaowocowało tym, że dosyć często kończyłam w jej towarzystwie.
Szczerze mówiąc nie miałam na co narzekać. Dosyć lubiłam jej osobowość, a przynajmniej to zachowanie, które pokazywała w moim pobliżu i co było ciekawsze. Zauważyłam, że robiła dokładnie to samo. Innymi słowy ona również próbowała się dowiedzieć, jaka jestem, co robię i co wiem.
Ale nawet, jeśli to wiedziałam to zwlekałam nieco z powiedzeniem jej o tym czego staram się dokonać i teraz jakoś nie potrafię znaleźć czasu, okazji ani miejsca, żeby poruszyć ten temat i mieć jednocześnie pewność, że nie dotrze on do nieproszonych uszu.
Powoli moje myśli powróciły w kierunku ekranu na którym było wypisane nowe zadanie. Tym razem była to misja śledzenia potencjalnego użytkownika daru.
Co? To samo w sobie było dziwne. Taka praca była zwykle działką Łączników, a nie naszą. Przecież oni zwykle utrzymują politykę w której starają się nas oddzielić od siebie.
To sprawiło, że przewinęłam na sam koniec, gdzie były dane osoby, która została tak specjalnie wyróżniona i... zaklęłam cicho pod nosem.
Ze wszystkich osób to musiał być on. Wcielenie piekielnie irytujące w postaci mojego niedorozwiniętego, aczkolwiek jednocześnie niezwykle przebiegłego i wrednego kuzyna.
Moje usta na widok tego zdjęcia i krótkiego opisu pod nim wykrzywiły się w krzywym uśmiechu, a w żyłach zagotowała mi się krew.
Kto by pomyślał, że ze wszystkich osób trafi mi się ten parszywy osobnik.
Szybko jednak powstrzymałam ten tor myśli, zaczynało się od łagodnych wyzwisk, a wyczerpywać się dopiero kończył po jakiś dwóch godzin na takich od których dużej części zwiędłyby uszy.
Dopiero teraz przypomniała mi się bardzo ciekawa informacja. Szybko przewinęłam wyżej, aby raz jeszcze przeczytać fragment w którym informowali mnie, że ta wiadomość została wysłana również do innych osób chociaż nie raczyli określić jej liczby ani do kogo konkretnie, jednak to już dawało mi mgliste pojęcie o tym, jaka jest sytuacja.
Znając mojego przeklętego kuzyna, którym pokarało mnie życie byłam w stanie stwierdzić, że on nie jest z ludzi dających się łatwo przejrzeć. Mimo, że znałam go już bardzo długo to ja nie potrafiłam do końca stwierdzić jaki jest ani co ukrywa, a co dopiero jacyś bliżej nieznani mu Łącznicy.
Co jak co, ale on był typem trzymającym swoje sekrety naprawdę skutecznie, aż czasami nasuwało mi na myśl, że on ma coś w rodzaju lekkiej paranoi niezauważalnej na co dzień, aczkolwiek bez wątpienia u niego występującej.
Ale skoro użyli liczby mnogiej to znaczy, że wśród osób, które on zna lub przebywają w jego pobliżu, a więc prawdopodobnie szkole lub akademiku przebywa więcej niż jeden użytkownik mocy poza mną. Ja, Avrora, ponieważ ona również prawdopodobnie ją otrzymała i ciekawe kto jeszcze.
Tak. Mogłabym wykorzystać tą okazję, żeby spróbować odkryć innych przynależnych do Orderu.
Na moich ustach pojawił się leniwy i jednocześnie pełny satysfakcji uśmiech. Nareszcie wiedziałam od czego mogę zacząć dalsze odkrywanie członków Organizacji.
Zaśmiałam się. Kto by pomyślał, że sami podsuną mi idealną okazję do zgłębienia wiedzy o osobach występujących w ich szeregach.
O ile mi się to oczywiście uda - spoważniałam po chwili.
Kolejne trzy sekundy później się przeraziłam.
Czy to przypadkiem nie oznacza, że muszę być w pobliżu tej przeklętej zarazy?