Ten dzień był... Szczerze mówiąc niezwykle przeciętny. Obudziły mnie złośliwe promienie słońca, które zaczęły wpadać do mojego okna około siódmej nad ranem tylko po to, żebym stwierdziła, że dzisiaj zaczynam szkołę o 9tej. Mogłam jeszcze przynajmniej pół godziny, góra 45 minut sobie pobłądzić w mojej krainie snów, a teraz nawet, jak próbowałam zamknąć oczy na mojej przyjemnej poduszce to z żalem musiałam stwierdzić, że niezależnie od moich wysiłków nie uda mi się już spokojnie powrócić do krainy rządzonej przez moją wyobraźnię.
Po kilku minutach dałam sobie spokój i wyczołgałam się z łóżka tylko po to by wylądować na podłodze. Dzięki Bogu była na niej rzucona moja bluza z wczoraj, której jakoś nie wyniosłam i dzięki temu lądowanie nie było takie twarde, jak się go spodziewałam w momencie, kiedy straciłam grunt, a raczej pierzynę pod sobą.
Niedbale zasłoniłam moją lewą ręką ziewnięcie i z miną męczennika powlokłam się, aby usiąść na moim czarnym, skórzanym, ukochanym, niebiańsko wygodnym fotelu obrotowym. Dopiero wtedy włączyłam komputer i poczekałam spokojnie aż się uruchomi, aby koniec końców sprawdzić moje konto w Organizacji.
Oby znowu czegoś nie chcieli... Nie miałam zbytnio czasu siedzieć nad tym ich oprogramowaniem komunikacyjnym. Z pewnością zostało w nim jeszcze wiele do dopracowania, ale no bez przesady. Nie zamierzałam siedzieć nad tym przez cały następny tydzień nie ruszając się z jednego miejsca. O nie, na pewno nie będę sobie psuła tak kolejnych popołudni.
Życie się do mnie uśmiechnęło, ponieważ miałam tylko dwie wiadomości w czym jedna dotyczyła tygodniowego raportu z pracy nad postępami w dziedzinach, w których im okazjonalnie pomagam poza szkoła, a druga dotyczyła aktywności Ghuli.
Otworzyłam pierwszą z nich i ze średnim zainteresowaniem pobieżnie ogarnęłam linijki tekstu dopóki nie doszłam do wynagrodzenia. Wtedy na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Nareszcie ktoś porządnie docenił moje starania. Dopiero wtedy przeszłam do drugiej. Na samym początku było kilka nowych informacji zebranych z ostatnich walk, niżej były mapy z największą aktywnością tych potworów.
Pojawiła się również kolejna informacja o poziomie drugim. W sumie pojawiał się on po raz pierwszy cztery lata temu i powoli ich liczba rośnie co pewnie jest dla nich nieco martwiące. Chociaż... Kto wie o co chodzi do końca z tą organizacją.
I już przesunęłam myszkę w stronę ikonki zamknij, kiedy pojawiła się nowa wiadomość. Jej tytuł nie pozostawiał najmniejszych możliwości. Misja.
Cicho zaklęłam pod nosem. I tak oto prawdopodobnie straciłam mój wolny czas.
Dobrze, że zapisałam się do kółka aktorskiego, bo inaczej pewnie miałabym więcej popołudniowych misji, a tak prawdopodobnie wybierali kogoś innego niż mnie kto się nadawał.
Niestety, nie mogłam tego po prostu zamknąć i zignorować. No w sumie to mogłam, ale zaraz miałabym na karku Łączników, którzy by już zadbali o to, aby nie pojawiła się z mojej strony żadna niesubordynacja i z pewnością nie wahali się oni użyć mniej przyjemnych środków.
Czasami, jak o tym myślałam to czułam się jak niewolnik muszący robić cokolwiek zechcą ci z góry Organizacji. Teraz... Już trochę się do tego przyzwyczaiłam, pomimo kontroli mojego życia były też znaczne plusy wynikające z przynależności takie, jak gwarancja utrzymania, pieniądze ze zleceń, stypendia, wymarzona szkoła, a potem dobra praca. Tak długo, jak robiłam to czego chcieli miałam idealnie ułożone beztroskie życie w którym nie musiałam się martwić co będzie jutro albo za dziesięć lat tak długo, jak wykonałam wszystkie zlecenia i wróciłam z nich cała. Proste i z pewnością wygodne.
A sama ta organizacja... Cóż, miałam do niej dosyć dobre porównanie. Moim zdaniem była, jak bagno w które raz się wchodzi, ale już się nie wychodzi, a im głębiej, im więcej wiesz to tym bardziej cię kontrolują.
I dziwnym trafem znalazłam się wśród tych, którzy wiedzą więcej. Nie dużo, ale jednak więcej niż przeciętna osoba, a przynajmniej przeciętny użytkownik mocy, któremu to takiemu przeciętnemu zostaje jedynie wysyłane zlecenie, badania, a w placówkach i to niektórych pojawiają się bardzo okazjonalnie.
Ja z racji tego, że posiadam już jakieś wykształcenie, które jest dosyć ponadprzeciętne oraz zdolności informatyczne mam nieco większy dostęp do informacji, a przynajmniej bywam regularnie co jakiś czas w placówkach, gdzie mogę co nieco się dowiedzieć od innych paru ciekawych rzeczy.
Niestety każda taka wizyta odbywa się z Łącznikiem. Cóż, zdążyłam się do tego przyzwyczaić, ale to sprawia, że zawsze muszę ostrożnie dobierać słowa i uważać na to co mówię, gdy jestem blisko nich. W dodatku, jako że Łącznicy również posiadają moce i są w dodatku doskonale wyszkoleni to nie zdziwiłoby mnie, gdyby wśród nich znalazł się ktoś kto umie czytać w myślach przez co ja również muszę starać się trzymać moje myśli na wodzy tak długo, jak jest jakiś w pobliżu, a przynajmniej nie rozmyślać na drażliwe tematy i mieć nadzieję, że jednak się mylę.
A niestety z natury jestem osobą, która drąży wszelkie drażliwe dla innych tematy i nie potrafi robić przykładowego zlecenia, jednocześnie nie zastanawiając się, jaki ono ma cel także nie jest dziwne, że zaczęłam zastanawiać się dokładniej nad strukturą organizacji, a także jej celami i środkami jakie je osiąga. Było jednak parę utrudnień, które w znacznej mierze ograniczyły moją wiedzę.
Po pierwsze Organizacja dosyć starannie utrzymuje izolację wśród większości użytkowników mocy, a że dar posiadać może każdy niezależnie od kategorii wieku, krwi, wykształcenia, pochodzenia czy statusu społecznego. Dosłownie może być to ktokolwiek. Od biedaka (chociaż to jest moim zdaniem dosyć możliwe, bo w końcu Organizacja raczej zapewnia utrzymanie na odpowiednim poziomie), małego dziecka czy kogokolwiek innego po doświadczonego biznesmena i staruszka na wózku inwalidzkim. Każdy kto mnie mija na ulicy, a jednocześnie nikt.
Jednak nawet idąc tym tropem dochodziłam do kolejnego faktu. Order, czyli organizacja do której przynależę miała powód starając trzymać się nad oddzielnie pod kontrolą w dobrych warunkach i względnej niewiedzy. Prawdopodobnie obawiali się buntu, sama słyszałam o kilku buntownikach.
Pokręciłam głową.
Nie. Z pewnością w tym było coś więcej niż tylko to. Po pierwsze, jakoś nigdy nikt nie raczył zdefiniować dokładnej struktury Organizacji ani kto nią rządzi. Ba. Oni nawet nie mówili nam w jakim celu każą nam coś wykonać co samo w sobie było moim zdaniem podejrzane.
Jeśli nie chcieliby żadnych nieporozumień i byli w stu procentach uczciwi to niczego by nie ukrywali wśród swoich członków tymczasem wszystko związane z wewnętrzną pracą Organizacji jest otulone grubym woalem tajemnicy, którą prawdopodobnie mało kto poznał. Po prostu mechanizm działania Organizacji i to, jak mało o niej wiedzieli członkowie od razu dla mnie wskazywało, że coś musi być z nią nie tak.
Poza tym wątpię, aby ktoś mając taką potęgę, bo bez wątpienia była ona potężna i to na skalę międzynarodową nie wykorzystałby tego do własnych, niekoniecznie dobrych dla całej społeczności celów. Mało kto zdołałby się oprzeć takiej pokusie.
A nawet, gdyby ktoś czysto teoretycznie poznał tajemnice Orderu... Co by zrobili z tą osobą?
To pytanie sprawiło, że zatrzymałam się na chwilę w moich rozmyślaniach, by potem stanowczo stwierdzić, że ja nie chcę się tego dowiedzieć.
Jednocześnie brnęłam coraz głębiej w to "bagno" i tak to potwierdzała się po raz kolejny moja teoria, że ludzie którzy myślą mają gorzej. Mają o wiele bardziej skomplikowane życie od tych co robią to co się od nich chce bez zbędnych pytań po wysłuchaniu jedynie zdawkowego tłumaczenia, albo nawet i bez niego.
Jak do tej pory udało mi się odnaleźć tylko jedną inną osobę z Organizacji będącą użytkowniczką daru, którą znałam i chodziła nawet do mojej szkoły.
Avrora Hōkai, jak później sprawdziłam jej papiery w szkole dzięki moim wpływom wynikającym z bycia wiceprzewodniczącą samorządu uczniowskiego oraz jednocześnie przedstawicielką klas drugich co sprawiło, że pracowałam już z wieloma nauczycielami i uczniami.
Początkowo, kiedy kandydowałam w wyborach w drugim roku miałam pełną świadomość, że ten cały ośrodek szkół jest finansowany przez Order i miałam nadzieję, że będą mogła dzięki temu zapoznać się bliżej z pracownikami i odgadnąć kto wśród nich może być posiadaczem daru bądź pracować w Organizacji. Niestety, moje plany się nie powiodły co sprawiło, że jedynie skończyłam z dodatkową robotą. Cóż, życie. Przynajmniej uzyskałam dobrą opinię wśród nauczycieli i to mi nieraz daje plusy, jednocześnie raz jeszcze zdając sobie sprawę, jak doskonale dopracowane jest wszystko w mechanizmie działania.
I jeszcze Avrora będąca przymusowym (podobnie, jak każdy inny użytkownik mocy) członkiem Orderu. W sumie, jak o tym teraz pomyślę to nigdy nie powiedziałam jej wprost o tym co odkryłam na temat Organizacji. Ciekawe czy by chciała ze mną współpracować.
Powiedzenie komukolwiek, że chcę grzebać w czymś czym nie powinnam mogłoby się dla mnie bardzo źle skończyć, dlatego na razie powstrzymałam się, aby wybadać jej nastawienie do Orderu, a także to co wie co zaowocowało tym, że dosyć często kończyłam w jej towarzystwie.
Szczerze mówiąc nie miałam na co narzekać. Dosyć lubiłam jej osobowość, a przynajmniej to zachowanie, które pokazywała w moim pobliżu i co było ciekawsze. Zauważyłam, że robiła dokładnie to samo. Innymi słowy ona również próbowała się dowiedzieć, jaka jestem, co robię i co wiem.
Ale nawet, jeśli to wiedziałam to zwlekałam nieco z powiedzeniem jej o tym czego staram się dokonać i teraz jakoś nie potrafię znaleźć czasu, okazji ani miejsca, żeby poruszyć ten temat i mieć jednocześnie pewność, że nie dotrze on do nieproszonych uszu.
Powoli moje myśli powróciły w kierunku ekranu na którym było wypisane nowe zadanie. Tym razem była to misja śledzenia potencjalnego użytkownika daru.
Co? To samo w sobie było dziwne. Taka praca była zwykle działką Łączników, a nie naszą. Przecież oni zwykle utrzymują politykę w której starają się nas oddzielić od siebie.
To sprawiło, że przewinęłam na sam koniec, gdzie były dane osoby, która została tak specjalnie wyróżniona i... zaklęłam cicho pod nosem.
Ze wszystkich osób to musiał być on. Wcielenie piekielnie irytujące w postaci mojego niedorozwiniętego, aczkolwiek jednocześnie niezwykle przebiegłego i wrednego kuzyna.
Moje usta na widok tego zdjęcia i krótkiego opisu pod nim wykrzywiły się w krzywym uśmiechu, a w żyłach zagotowała mi się krew.
Kto by pomyślał, że ze wszystkich osób trafi mi się ten parszywy osobnik.
Szybko jednak powstrzymałam ten tor myśli, zaczynało się od łagodnych wyzwisk, a wyczerpywać się dopiero kończył po jakiś dwóch godzin na takich od których dużej części zwiędłyby uszy.
Dopiero teraz przypomniała mi się bardzo ciekawa informacja. Szybko przewinęłam wyżej, aby raz jeszcze przeczytać fragment w którym informowali mnie, że ta wiadomość została wysłana również do innych osób chociaż nie raczyli określić jej liczby ani do kogo konkretnie, jednak to już dawało mi mgliste pojęcie o tym, jaka jest sytuacja.
Znając mojego przeklętego kuzyna, którym pokarało mnie życie byłam w stanie stwierdzić, że on nie jest z ludzi dających się łatwo przejrzeć. Mimo, że znałam go już bardzo długo to ja nie potrafiłam do końca stwierdzić jaki jest ani co ukrywa, a co dopiero jacyś bliżej nieznani mu Łącznicy.
Co jak co, ale on był typem trzymającym swoje sekrety naprawdę skutecznie, aż czasami nasuwało mi na myśl, że on ma coś w rodzaju lekkiej paranoi niezauważalnej na co dzień, aczkolwiek bez wątpienia u niego występującej.
Ale skoro użyli liczby mnogiej to znaczy, że wśród osób, które on zna lub przebywają w jego pobliżu, a więc prawdopodobnie szkole lub akademiku przebywa więcej niż jeden użytkownik mocy poza mną. Ja, Avrora, ponieważ ona również prawdopodobnie ją otrzymała i ciekawe kto jeszcze.
Tak. Mogłabym wykorzystać tą okazję, żeby spróbować odkryć innych przynależnych do Orderu.
Na moich ustach pojawił się leniwy i jednocześnie pełny satysfakcji uśmiech. Nareszcie wiedziałam od czego mogę zacząć dalsze odkrywanie członków Organizacji.
Zaśmiałam się. Kto by pomyślał, że sami podsuną mi idealną okazję do zgłębienia wiedzy o osobach występujących w ich szeregach.
O ile mi się to oczywiście uda - spoważniałam po chwili.
Kolejne trzy sekundy później się przeraziłam.
Czy to przypadkiem nie oznacza, że muszę być w pobliżu tej przeklętej zarazy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz